„Z przeciwka dochodziły teraz odgłosy stóp bębniących po posadzce, pięści walących w drzwi, a potem huk upadku. Cassie zamknęła oczy.
,,Virgie Rainey, danke schón". Pewnego razu zdanie to wypowiedziane zostało strasznym, potępiającym głosem. Zdarzało się od czasu do czasu, że. do salonu wtaczała się na swoim fotelu na kółkach matka panny Eckhart. Początkowo, w pierwszych latach, pojawiała się tylko w jadalni, gdzie jeździła dokoła stołu, przy czym nie naoliwione koła piszczały niemiłosiernie. Była bardzo stara i śliczna jak laleczka. Z bliska jej pożółkłe włosy miały puszystość zeschłej, zapomnianej w wazonie mimozy, loki bieliły się w załamaniach siwizną, podobnie jak u panny Snowdie. Cierpiała na zanik mięśni w nogach, które, chude jak szczapy, rysowały się ostro pod materiałem spódnicy. Zniekształcone zbolałe stopy opierała na stopniu, wózka, jakby w przekonaniu, że są wciąż jeszcze tak piękne jak niegdyś.
Później matka panny Eckhart coraz częściej i niespodziewaniej wtaczała się do studia, bez trudu przebijając się przez zasłonę z korali, która rozchylała się dla niej gościnnie. Z włosami w lokach jak pasterka, wjeżdżała do salonu i zatrzymywała się gdzieś pośrodku w pozycji wyczekującej. Nie tyle przysłuchiwała Się lekcjom, co przyglądała im się. Nie dyrygowała wyraźnie, ale lekko, leciutko wybijała palcami tap, tap, rytm muzyki na oparciu swego fotela; zwykle nosiła na wskazującym palcu mały, mosiężny naparstek.“(7)
<<<< Z przytoczonych przykładów jasno
| Theo rozwinął się >>>>
panele akustyczne |panele |e-learning