„czyć się do wezbranej fali, którą zrodził powszechny wybuch gniewu.
Gilbert również chciał przedostać się do Ratusza — nie po to jednak, by grozić burmistrzowi, lecz by stanąć w jego obronie. Przebył już trzy czy cztery stopnie schodów, kiedy poczuł, że ktoś gwałtownie ciągnie go w tył. Odwrócił się, by uwolnić się od tej nowej przeszkody, ale tym razem poznał, że są to Billot i Pitou.
— To wy! — zawołał Gilbert stojąc na stopniach, które górowały nad całym placem. — Co się tam dzieje
Gilbert wskazał swą zaciśniętą ręką wylot ulicy de la Tixeranderie.
— Doktorze! Chodźmy stąd! — zawołali naraz Billot i Pitou.
— O zbrodniarze! — wołał doktor. — Mordercy!
I oto w tej samej chwili major de Losme padł pod ciosem siekiery. Rozbestwiony tłum nie umiał odróżnić samolubnego i okrutnego komendanta, gnębiciela nieszczęsnych więźniów, od prawego człowieka, stale okazującego im swą pomoc.
— Tak — rzekł — chodźmy stąd, bo zaczynam się wstydzić, że odzyskałem wolność dzięki takim ludziom.
— Doktorze! Niech pan będzie pewny, że to nie ci, co walczyli, są teraz mordercami!
Doktor zamierzał właśnie pośpieszyć z pomocą burmistrzowi, kiedy tłum, który się przedtem wdarł pod arkady, nagle wypadł spod nich. Pośrodku tego ludzkiego kłębowiska znajdował się jakiś człowiek, którego wleczono i który bronił się rozpaczliwie.“(12)
<<<< - Czymże się karmiły
| Bardzo myliłby się >>>>
Szczur kangurowy |Azzaro Pink Tonic |huśtawka