„Całe szczęście, pomyślałem, że już jutro pierwszy sprawdzian pisemny z języka polskiego. Muszę zdać tę diabelną maturę, bo bez niej nici z latania. Nie będę mógł startować do Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie.
Długi stół nakryty zielonym suknem. Komisja egzaminacyjna w komplecie dyrektor Rajewski, profesorowie — Guttman i Helsztyński. Na sali dwadzieścia parę stolików. Przy każdym jeden abiturient. I potężna trema przed kolejnym przedmiotem. Wreszcie po wszystkim. Uroczyste rozdanie świadectw dojrzałości, wieczorem zaś spotkanie w restauracji „Gastronomia" na rogu Nowego Światu i Alej Jerozolimskich.
Przy ustawionych w podkowę i pełnych stołach zasiedliśmy pospołu z dyrekcją gimnazjum i wszystkimi profesorami. Nastrój bardzo serdeczny. Kilka okolicznościowych przemówień, toasty, wesołe wspominki. Na koniec zapada wspólne postanowienie, że każdy z nas, świeżo upieczonych dojrzałych ludzi, ujawni publicznie swoje życiowe plany.
Gdy nadeszła moja kolej, oświadczyłem, iż pragnę zostać zawodowym oficeremlotnikiem. Byłem jedyny w całej klasie, który zamierzał poświecić się karierze wojskowej.
Moja decyzja wywołała pewne zdziwienie grona pedagogicznego. Zawsze uważano mnie za indywidualistę, chadzającego własnymi ścieżkami i z wielkim trudem dającego się wtłoczyć w ramy dyscypliny. Dyrektor Rajewski nie omieszkał wyjawić swoich wątpliwości i zapytał wprost, czy wiem, co mnie w wojsku czeka.“(4)
Perfumy cacharel |Lekki dach |cukrzyca